Nowe narzędzie – dziennik odchudzania

Kiedyś cieszyłam się, że nie jestem jedną z dziewczyn, które ciągle próbują schudnąć. Nie miałam figury modelki, ale i tak było ze mną lepiej niż nieźle. Niestety, te piękne czasy szybko minęły – studia i ogromny stres nie związany tylko z uczelnią zostawiły mi pamiątkę w postaci upartych kilogramów, których próbuję się pozbyć do dziś. Teraz wreszcie chcę podejść do tego na poważnie. Jako maniak papierniczo-organizacyjny, zaprojektowałam sobie narzędzie, które ma mi ten proces ułatwić – dziennik odchudzania!

Zainspirował mnie do tego mój bullet journal. Prowadziłam w nim różne rozpiski dotyczące zdrowego trybu życia (zobacz mój bullet journal: klik, klik, klik), jednak było tego niewiele i nie sprawdzało się najlepiej. Na początku tego miesiąca uznałam, że jeśli chcę się za to zabrać naprawdę poważnie, to jest to zbyt duże przedsięwzięcie i zasługuje na osobny planner. Niektórzy mają oddzielny dla spraw zawodowych albo związanych z blogiem, dlaczego więc nie miałabym mieć swojego tylko do organizacji zdrowego życia? :)

Mała historia

Początkowo próbowałam schudnąć zupełnie bez planu, to znaczy z planem szczątkowym: dieta MŻ (mniej żreć) i ćwiczenia, im częściej, tym lepiej. Nie było to rozsądne. Przez mój perfekcjonizm chciałam, żeby wszystko od razu mi wychodziło,  trudno też było mi się pogodzić z tym, że jestem mniej sprawna niż w liceum, więc wściekałam się z powodu byle zadyszki. Nic nie zapisywałam i nie śledziłam postępów. Zresztą pewnie i tak zniechęciłam się, zanim można było jakieś postępy zaobserwować.
Takie epizody, dłuższe bądź krótsze, bardziej lub mniej skuteczne, zaliczałam przez jakieś 5 lat. Z podejściem „ja nie dam rady?!” uparcie unikałam profesjonalnego wsparcia. Efekty czasem były, częściej nie. Najgorsze jednak jest to, że przez nieumiejętne bieganie i zbyt ambitne (choć przeznaczone dla początkujących) ćwiczenia którejś z internetowych trenerek trwale uszkodziłam sobie kolana. Trudno się dziwić rosnącemu zniechęceniu.

W końcu postanowiłam, że skoro nie potrafię się odchudzić, to spróbuję chociaż jeść zdrowo i ćwiczyć, bez dużych oczekiwań.
I tak od roku ja i mój T. ćwiczymy z trenerem, ale jedzenie wciąż próbowałam oganiać sama. I choć staramy się gotować zdrowo i lekko, mamy problem z ustaleniem właściwych proporcji składników (moje próby liczenia kalorii w podziale na węglowodany, białka i tłuszcze skończyły się po… dwóch posiłkach) i z częstszymi niż by się chciało grzeszkami w stylu „zamówmy jedzenie do domu!” i „chodzi za mną piwo…”.

Wyraźnie widać, że potrzebowałam wprowadzenia ładu i przemyślanego planowania w sprawę zdrowych nawyków i gubienia tkanki tłuszczowej!

Dziennik odchudzania

Z półki wzięłam jeden z pustych notesów – to kupiony w TK Maxx notes Fantasticpaper niemieckiej firmy Authentics.

Notka dla notesomaniaków:
format 15 x 20cm, 192 kartki, bezkwasowy biały papier w delikatną szarą kratkę, gramatura 90g/m2, okładka kartonowa o fakturze przypominającej zamsz, u mnie fioletowo-biała, nietypowe szycie – grzbiet notesu nie jest połączony z okładką. Tusz trochę się rozlewa (czytaj niżej), prześwitywanie widać na zdjęciach.

Po przejrzeniu internetu pod kątem inspiracji, przeczytaniu kilku wartościowych artykułów i małej burzy mózgów zdecydowałam, co jest mi potrzebne i przystąpiłam do tworzenia dziennika.

img_0984

Pierwsze strony – motywacyjne hasło by zająć pustą stronę i indeks

Indeks jest dla mnie niezbędny, więc ochoczo przeniosłam tę ideę z bullet journal. Przeznaczyłam na niego 4 strony.
Hasło jak hasło, chciałam czymś zapełnić pustą stronę. Przy okazji dowiedziałam się, że cienkopisy Rystor i flamastry Stabilo rozlewają się na tym papierze. Niestety. Cienkopisy UniPin działają super, a pióro zachowuje się przyzwoicie.
Taśmami washi oznaczam brzegi stron, żeby móc szybciej znaleźć to, co mnie interesuje, a tu umieściłam małą legendę.

img_0986

Motywująca przypominajka, czyli po co to wszystko?

Kolejne strony to moje cele i powody, dla których chcę podjąć działanie. Nigdy nie spisywałam tego typu rzeczy, bo wydawało mi się oczywiste, co chcę osiągnąć i dlaczego. Ale zastanowienie się nad listą i kolejnymi powodami, dla których chciałabym zrzucić parę kilo naprawdę poskutkowało zwiększeniem motywacji! Dobrze wrócić do tej listy w chwilach słabości i przypomnieć sobie, że tak, wciąż chcę żeby mój tatuaż miał godne tło w postaci pięknie wyrzeźbionych pleców ;)

img_0987

Zdrowa ściąga

Dwie strony ze ściągą. W ramkach wypisane mam zdrowe opcje w różnych kategoriach produktów, a także produkty, których nie powinnam jeść w ogóle i te, które chcę ograniczyć. Do tego dodałam zalecenia Instytutu Żywności i Żywienia oraz nową wersję Piramidy Zdrowego Żywienia. Niby przecież wiadomo ogólnie, co powinno się jeść, a czego nie, ale zapisane MA MOC. Niestety nie sprawczą, ale na pewno pomaga ogarnąć zakupy.

img_0988

Motywacja inaczej

Na następnej stronie umieściłam zjawiska, które pomagają mi wytrwać w postanowieniu i te, które mają na mnie negatywny wpływ. Warto być tego świadomym, szczególnie żeby unikać pułapek w stylu myślenia „teraz, kiedy już trochę schudłam, mogę sobie pozwolić”. Poznanie mechanizmów, które nami rządzą bardzo ułatwia zapanowanie nad nimi. Zostawiłam jeszcze miejsce, żeby móc uzupełnić listę, jeśli zaobserwuję coś nowego.
Obok chciałam wypisać sposoby radzenia sobie z tymi negatywnymi rzeczami, przy których najczęściej odpuszczam, ale jeszcze tego nie przepracowałam w głowie :)

img_0989

Niech leci w dół!

Dalej mamy motywacyjnego śledzia spadających kilogramów.
Dlaczego motywacyjnego? Bo za każde stracone 5kg i za osiągnięcie założonego celu będzie mi przysługiwała jakaś nagroda – muszę je jeszcze przemyśleć, to przecież Poważna Decyzja.
A dlaczego śledzia? Bo służy do śledzenia ;)
Obok już bardziej użyteczna tabelka do notowania utraty centymetrów w obwodach. Prawdę mówiąc centymetry mają dla mnie większe znaczenie niż kilogramy i to właśnie po obwodach będzie widać, że chudnę. Jestem świadoma, że tej docelowej wagi 60kg mogę nie osiągnąć i wcale tego nie żałować – moje ciało może zacząć wyglądać tak, jak chcę, a waga wciąż wskazywać 70 czy 65kg. Kwestia proporcji masy mięśniowej do tłuszczowej itd, itp, wiadomo. 60kg ostatnio ważyłam w liceum, więc jest to tylko umowny cel.
Dlaczego więc zrobiłam motywacyjnego śledzia do kilogramów, a nie centymetrów? Łatwiej mi wyobrazić sobie „wymarzoną” wartość w kilogramach, po prostu.

img_0990

3, 2, 1… start!

„Treningi do wyboru” to zaczątek listy treningów z youtube, które mi się spodobały i które jestem w stanie wykonać. Po roku z trenerem personalnym jestem dużo bardziej świadoma swojego ciała i jego możliwości, dlatego mniej boję się youtubowych trenerek.
Obok strona początkowa dla pierwszych 4 tygodni dbania o zdrowe nawyki, z inspiracją miesiąca, planami i mini-wyzwaniem dla samej siebie. Mam pójść na ślub kolegi pod koniec października w sukience, którą wprawdzie po zakupie musiałam zwężać, ale już kilka miesięcy później strzelił w niej zamek i od tego czasu nie zmieściłam się w nią ponownie ;)

img_0991

Bałagan

Kolejne strony to jadłospisy – po dwie strony na tydzień. Początkowo trzymałam się formy tabelki, ale w tym tygodniu z niej zrezygnowałam, na rzecz zwykłej listy posiłków z godzinami. Tak jest mi wygodniej i bardziej czytelnie, tym bardziej, że zaczęliśmy w tym tygodniu jeść pod opieką dietetyczki i wszystkie szczegóły mam w jadłospisie od niej. Lista posiłków w dzienniku odchudzania będzie moją podręczną ściągą :)

img_0992

Śledź treningowy i dziennik

W przypadku śledzenia aktywności fizycznej i planowania treningów najlepiej sprawdza mi się miesięczna tabelka. 2 razy w tygodniu pocimy się na sali pod okiem trenera, a do tego dorzucam 1-2 treningi w domu. Staram się też zapisywać długie spacery, taszczenie siat z zakupami i inne aktywności, których nie planowałam, a które często wychodzą mimochodem w ciągu dnia.

Kluczowym wręcz elementem dla mojego dziennika są codzienne wpisy. Notuję w nich ilość przespanych godzin i wypitej wody oraz moje samopoczucie. Pilnuję też, kiedy wypiłam siemię lniane. Dodatkowo postanowiłam zapisywać rzeczy, które danego dnia zrobiłam dla wytrwania w zdrowych nawykach, te które sprawiły mi trudność, a także ogólne wrażenia. Szczególnie te pierwsze są dla mnie ważne, bo mam tendencję do niedoceniania tego, co mi się udaje, a przeceniania złego wpływu tego, co nie wyszło.

img_0994

W dzienniku znajdzie się też miejsce na np. strony z przepisami i pomysłami na koktajle, zdrowe przekąski i cokolwiek jeszcze mnie zainteresuje.

Tak do tej pory wygląda mój dziennik odchudzania. Jest bardziej praktyczny niż ozdobny, choć myślę, że co jakiś czas przeznaczę jedną stronę na kolaż motywacyjnych zdjęć, tak dla przyjemności :) Po prawie czterech tygodniach używania, muszę powiedzieć, że to nowe narzędzie do ogarniania rzeczywistości się sprawdza!


Jak Wam się podoba ten pomysł? Może sami prowadziliście kiedyś taki dziennik?
Może macie pomysły na to, jakie jeszcze strony i listy można by dodać? :)

Reklamy

11 thoughts on “Nowe narzędzie – dziennik odchudzania

  1. emplaceblog pisze:

    Przeczytałam i pooglądałam od deski do deski wszystko co tu dziś mi sprzedajesz i naprawdę szacun. Bardzo mi to przypadło do gustu. Wydaje mi się to nawet bardziej logiczne niż Bullet journal, bo wskazuje na długoterminowe postępy i możemy do przepisów/ produktów/ planów dni ubiegłych wracać i to ma sens. W bullet journal zawsze się każdy tak super stara, ale jak już minie dany dzień to te poświęcone minuty czy godziny na ‚ozdabianie’ idą w niepamięć. Także strzał w 10 z tym postem. Teraz chudniemy do sylwka ;)

    Polubione przez 1 osoba

    • AG Words and Crafts pisze:

      Cieszę się, że pomysł Ci się spodobał :)
      A co do ozdabiania bullet journal – nie uważam, żeby czas poświęcony na rysowanie / ozdabianie był stracony, nawet jeśli nie wraca się często do tego. Oczywiście pod warunkiem, że to ozdabianie sprawia twórcy przyjemność, a nie jest „bo wszyscy tak robią i tak powinien wyglądać bullet” ;)

      Lubię to

  2. Anka-Skakanka pisze:

    Ty pomogłaś mi zacząć bullet journal, to ja Ci podrzucę świetną stronę/blog o zdrowym odżywianiu. Aczkolwiek podejrzewam, że pewnie znasz – qchenne-inspiracje.pl :)

    Od siebie powiem, że jak wszystko zapisywałam, co jadłam, kiedy i pilnowałam ćwiczeń z kalendarzem (takim zwykłym ściennym, który widziałam codziennie i na którym robiłam notatki ćwiczeniowe), to odchudzanie i zdrowe odżywianie szło znacznie lepiej niż bez jakichkolwiek zapisków.

    Jak już wpadnę w rytm bujo (codziennie wypełniam, nawet jeśli się totalnie lenię :) ), to może wrócę do zapisków żywieniowo-ćwiczeniowych. Przypomniałaś mi, że to świetna sprawa. Dzięki! :)

    Polubione przez 1 osoba

  3. Madame Malonka pisze:

    Przepiękny jest Twój dziennik! Też jestem perfekcjonistką i wielokrotnie podchodziłam do tracenia kilogramów. Dopiero 2-3 lata temu udało mi się je zrzucić i wagę utrzymywać za pomocą ograniczenia ilości jedzenia. Jednak kiedy coś zaczynam robić, choćby właśnie odchudzać się, a tym bardziej ćwiczyć regularnie, najbardziej lubię mieć to rozplanowane na każdy dzień. Drukowałam wtedy taką listę, wieszałam kartke w widocznym miejscu i odznaczałam uśmiechem. Na koniec miesiąca byłam tak dumna, że kolejny nie stanowił problemu :)

    Polubione przez 1 osoba

  4. Kasia pisze:

    Wow! Wpadłam przypadkiem na twojego bloga i jest świetny! Strasznie mi się tu spodobało. Bardzo ciekawie piszesz , wygląd bloga jest estetyczny. Na pewno muszę wpadać tu częściej :)
    Pozdrawiam,
    Youboost.pl

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s