Wiem, co jesz i wkurza mnie to

Tytuł przewrotny, bo mnie mało co wkurza, poza głupotą ludzką i mówieniem „wziąść”. Innych za to najwyraźniej często wkurza cudze jedzenie. Temat tego, co jemy urósł dla niektórych do rangi sprawy, o którą trzeba walczyć. Czasem krzykiem i wyzwiskami, rzadziej spokojnymi argumentami.

Do napisania tego posta sprowokował mnie niedawny wpis na fanpage’u Azjatyckiego Cukru:

prtscrn

Wpis i dyskusję znajdziecie TUTAJ

W komentarzach pod tym dość mocno uogólniającym wpisem znajdziemy:

  • narzekanie uciśnionych roślinożernych, których ci okropni wszystkożerni wypytują (złośliwie, na pewno złośliwie!) o szczegóły ich diety;
  • narzekanie roślino- i wszystkożernych na to, że ci drudzy mówią im, jak bardzo sobie szkodzą (nie)jedząc czegoś tam;
  • rozbuchaną, w części niemerytoryczną, a w części agresywną dyskusję o wyższości jednej diety nad drugą oraz o konieczności (bądź jej braku) spożywania białka zwierzęcego.

A ja zaczęłam się zastanawiać, dlaczego zaczęliśmy tak bardzo definiować się przez talerz.

Od kiedy to, co mam na talerzu określa, jakim jestem człowiekiem?

Ludzie lubią przynależeć, czuć się częścią grupy. Lubią też czuć się moralnie wyżsi, lepsi od innych. Taka natura. Teraz dieta jest kolejnym sposobem na przynależność, w dodatku z poczuciem wyższości w pakiecie. Nie jest to kwestia jedynie weganizmu i wegetarianizmu, ale także nagonki na gluten czy laktozę (uzasadnionej dla alergików) czy nawet mody na bycie fit i zdrowe odżywianie.

Jesz mięso – jesteś mordercą i szkodzisz środowisku. Nie jesz mięsa i produktów odzwierzęcych – jesteś eko-świrem podążającym za modą. Ograniczasz mięso – robisz niewystarczająco dużo. Jesz jakiekolwiek tłuszcze / węglowodany – jesteś głupi, tak się nie chudnie. Jesz owoce po 14 – i to nazywasz zdrowym odżywianiem, idioto?!

Wtłaczamy siebie i innych w szufladki. Poza nimi trzeba myśleć, a przecież w środku jest prosto, zrozumiale i bezpiecznie. Więc nakleję sobie etykietkę „weganin”* i już jestem z nami przeciw wam!


*albo dowolną inną

Najgorsze jest to, że opinie się radykalizują. Powstaje tendencja do myślenia zerojedynkowego: wszystko albo nic, jak w poniższym komentarzu:

Przechwytywanie

Z drugiej, wszystkożernej strony jest podobnie. Szukanie haka na roślinożercę, wypytywanie o wszystkie używane i spożywane produkty w nadziei na znalezienie jakiejś luki w myśleniu – not cool, bro. Po co? Dla poczucia wyższości, bo „udowodniłem, że nie da się być w 100% weganinem”?

Kiedyś spotkałam się z sytuacją, gdzie na wegańskiej grupie facebookowej, ktoś napisał, że w Vedze, jednej z najstarszych knajp wegetariańskich we Wrocławiu, widział starszą panią w futrze. Jadła barszcz. W komentarzach fala hejtu, że trzeba było ją tym barszczem oblać. Czy wegetariańskie / wegańskie jedzenie jest tożsame z wegetariańskim / wegańskim poczuciem moralności? Jeśli ktoś nie przejmuje się losem zwierząt, nie ma prawa zjeść wege-hamburgera w wege-knajpie?

ikona

Nie jestem wegetarianką, a tym bardziej weganką. Od jedzenia mięsa nie odstrasza mnie wizja cierpiących zwierząt, a raczej antybiotyki, hormony i polepszacze, jakimi mięso jest nafaszerowane oraz świadomość szkód, jakie środowisku wyrządza hodowla na masową skalę. Nadal jednak to, co ląduje na moim talerzu to mój wybór.

Niech Twój talerz również będzie tylko Twoim talerzem, tak jak Twoje łóżko jest Twoim łóżkiem i Twoją sprawą jest to, co w nim robisz i z kim. Wtrącanie się obcych do łóżka budzi niesmak, a do talerza już nie. Talerz jest bardziej publiczny? Może, ale jest tak samo prywatną sprawą.

A wszystkim uciśnionym roślinożercom, wypytywanym o to, dlaczego nie jedzą tego czy owego, polecam wyłączyć umoralniającą gadkę, a powiedzieć po prostu „nie lubię tego / jestem na to uczulony / źle się po tym czuję”. Z tym trudno dyskutować.


Opisałam tutaj tylko pewne zjawisko, tendencję, z którą zetknęłam się nie raz. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że ludzie są różni i że nie wszyscy tak myślą i tak się zachowują. Niestety zawsze najlepiej słychać tego, kto najgłośniej szczeka.

Zdjęcia z unsplash.com

Reklamy

3 thoughts on “Wiem, co jesz i wkurza mnie to

  1. Maria Bloguje pisze:

    Moja przyjaciółka przez ostatnie 10 miesięcy przerzuciła się na tzw. „czystą miskę”. Nie je produktów przetworzonych i myślę, że gdyby pojawiła się ogólna definicja „zdrowego odżywiania się”, to Daria wpisałaby się w nią idealnie. Najbardziej cenię w niej to, że nie próbuje mi wciskać na siłę, np. mąki kokosowej, podkreślając jej wyższość nad zwykłą pełnoziarnistą. Nie toczy ze mną batalii „jem zdrowo, więc też POWINNAŚ/MUSISZ zacząć”. Powala mi w spokoju dokończyć burgera i nie prawi kazań nad wyższością pieczywa gluten free ;)
    Mam wrażenie, że oprócz „trendu”, który opisałaś weganie/wegetarianie i reszta świata, mamy coraz więcej zdrowe jedzenie, kontra niezdrowe jedzenie.
    I tu posłużę się tym, co napisałaś „niech Twój talerz będzie tylko Twoim talerzem”. Skoro nie czuję potrzeby „nawracania” na mój sposób żywienia, to tego samego oczekuję od reszty świata. Jeśli ktoś nie lubi mięsa, jest na diecie i nie je słodyczy – ok, jego sprawa. Ale nie czuję potrzeby, żeby „jego sprawa” stała się również moją :)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s