Podstawowe narzędzia do planowania – kalendarze, organizery, bullet journal

Jestem analogowa. Jeśli chcę coś zapisać, prędzej sięgnę po papier i długopis, niż po telefon. No, chyba że to pomysł z gatunku tych genialnych, które przychodzą do głowy tuż przed zaśnięciem – wtedy wolę zaświecić komórką tylko w swoje oczy, niż zapalać światło i obijać się półprzytomnie po mieszkaniu szukając papieru i długopisu…

Ta sama analogowość dotyczy też mojego planowania i organizacji. Choć próbowałam, nie umiem się przekonać do list „to do” w komórce, aplikacji do planowania i kalendarza google. Materialne, papierowe kalendarze i planery sprawdzają się w moim przypadku dużo lepiej. I nie tylko w moim, sądząc po ich rosnącej z roku na rok popularności.

razem

Wypróbowałam naprawdę różne rozwiązania, początkowo zwracając uwagę głównie na kwestie estetyczne, a dopiero z czasem osiągając równowagę ze stroną praktyczną. Z jakich narzędzi korzystam przy planowaniu, co już przerobiłam, co się u mnie sprawdza? I czym jest ten bullet journal?

Kalendarz ścienny

Kalendarz ścienny wisiał w moim pokoju odkąd pamiętam. Jak już wspomniałam, z początku ważniejsze były zdjęcia czy rysunki, które go ilustrowały, w końcu na każdy z nich będę patrzeć koło 30 dni, musiały mi się podobać! Jednak w miarę nabywania przeze mnie kolejnych wymagających zapisywania obowiązków, szkolnych i nie tylko, przekonywałam się, że brak miejsca na notatki może mieć znaczący wpływ na użytkowość kalendarza. Podobnie zresztą jak papier kredowy, po którym dość trudno się pisze…

Teraz najlepiej korzysta mi się z kalendarzy miesięcznych, które drukuję w domu na najzwyklejszych kartkach formatu A4. Wygląd zszedł na dalszy plan, niech żyje funkcjonalność! Ponieważ w wynajmowanym mieszkaniu nie mogę wbić gwoździa w ścianę, kalendarz wisi na moim regale przy biurku, wciąż w zasięgu oka i ręki. W zeszłym roku przyklejałam kartki do półki za pomocą samoprzylepnej gumy, ale to rozwiązanie nie było zbyt wygodne. Dużo lepiej sprawdza się podkładka z klipsem, tasiemka i samoprzylepny haczyk – kalendarz wygląda fajnie, nie utrudnia wyciągania książek z regału i łatwo go zdjąć, gdy chcę coś zanotować (a to się często zdarza).

scienny

Mój obecny kalendarz to dzieło Natalii z jestrudo.pl – odpowiada mi pionowy układ i ilość miejsca na notatki. Wizualnie też trafia w mój gust: jest prosty, nieprzeładowany ozdobnikami, ale przyjemnie się na niego patrzy.

Kalendarz miesięczny do druku wykorzystuję też do planowania postów na blogu. W tym przypadku wygodniej mi w układzie poziomym i tu korzystam z dzieła autorki bloga HaloMisiu.

Kalendarz / organizer

W przypadku kalendarza książkowego ewolucja była podobna. W późnej podstawówce zaczęłam używać gotowych kalendarzy, czy to kupionych, czy dołączonych do gazet (do tej pory miło wspominam bardzo kolorowy planer z Filipinki z 2005 roku!). Ważna była okładka i format (A5 lub B5), wnętrze już mniej. Układ dzienny czy tygodniowy? Nie robiło mi to wtedy żadnej różnicy. Moim ostatnim gotowym kalendarzem była pierwsza edycja Kartek z Datami, szpan!

Jednak już wtedy coś mi zgrzytało. Gotowce nie pasowały mi w 100% – zawsze gdzieś było za dużo miejsca na notatki, gdzieś dalej go brakowało, a z niektórych rubryk nigdy nie korzystałam. Użytkowość zaczęła mieć znaczenie. Mniej więcej wtedy wpadłam na organizer do druku Design Your Life.

planner_designyourlife

Zalety takiego rozwiązania to możliwość wyboru układów i uporządkowania stron według własnych potrzeb, a także doboru dowolnej okładki. Wady? To wciąż arkusz zdefiniowany z góry, z którego korzystam tylko w części… No i nie zapominajmy o kwestii samodzielnego druku, cięcia i złożenia – to wymaga trochę zachodu. Przerobiłam 2 organizery diy, każdy na 6 miesięcy i zrezygnowałam.

Teraz korzystam wspomagająco z planera Paperdots, dostępnego pod koniec zeszłego roku w Empiku.

paperdots

Planner ma układ dzienny, dużo miejsca na notatki, w każdym miesiącu kalendarz miesięczny i osobne kartki poświęcone na przychody i wydatki, a na końcu listy zakupów (do wydarcia) i dwa arkusze naklejek. Niestety jest gruby i ciężki, a przez to nieporęczny. Dodatkową wadą jest słaba jakość nadruku na okładce: metaliczne elementy brzydko się ścierają i to właściwie od samego patrzenia. Naprawdę, wystarczy byle co, jedna wyprawa w torebce, w której przecież nie noszę kostek pumeksu i ciężkiego sprzętu…

Na szczęście na początku tego roku znalazłam system, który spełnia wszystkie moje potrzeby.

Bullet journal

Bullet journal to planer / ogranizer / dziennik / kalendarz, który tworzymy całkowicie samodzielnie. Wszystko zależy od indywidualnych potrzeb, do których dostosowujemy zawartość planera. System jest bardzo elastyczny i pozwala sprawdzać, próbować, ulepszać to, co nam pasuje, a rezygnować z tego, co się nie sprawdza. To się nazywa dynamiczne tworzenie! Nigdy już nie utknę na 12 miesięcy w narzuconym przez wydawcę kalendarza układzie strony, który przestaje mi odpowiadać po 3 tygodniach.

Adapt what is useful. Reject what is useless. Add what is specifically your own.

                                                                                                                                             Bruce Lee

Bullet journal można zacząć prowadzić w dowolnym momencie roku. Potrzebny jest…

Notes i długopis.

Tak, tylko tyle.

No, może jeszcze zaznajomienie się z podstawową teorią może nieco ułatwić sprawę: zajrzyjcie na stronę pomysłodawcy tego systemu.

bullet journal

W moim notesie mam:

    • kalendarz roczny, miesięczny, tygodniowy, dzienny;

    • listy: rzeczy do zrobienia, do kupienia, do przeczytania, do zobaczenia, pomysły, cele… i czegokolwiek jeszcze będę potrzebowała;

    • jadłospisy, plany treningowe;

    • tzw. trackery, które pomagają mi śledzić swój postęp i systematyczność w różnych dziedzinach;

    • podręczne notatki, pomysły, cytaty.

Mój journal cały czas się rozwija i dostosowuje do moich potrzeb. Choć przez swoją wszechstronność może wyglądać na chaotyczny, w rzeczywistości jest bardzo uporządkowany i ułatwia mi codzienne funkcjonowanie. Nie muszę się zastanawiać, gdzie coś zapisałam, nie muszę się zastanawiać, gdzie coś zapisać – mam wszystkie rzeczy w jednym miejscu!

Oprócz wszystkich zalet funkcjonalnych, bullet journal pozwala mi pielęgnować kreatywność i realizować swoją potrzebę starannego bazgrania. Cieszy mnie też sukcesywne tworzenie czegoś estetycznego, a wieczorne planowanie kolejnego dnia stało się przyjemną i relaksującą czynnością – coś jak popularne ostatnio kolorowanki antystresowe, tylko bardziej praktyczne.


Tak prezentują się moje podstawowe narzędzia do planowania i organizacji czasu. To rozwiązania proste, fukncjonalne, estetyczne i dopasowane do moich potrzeb. Warto wypróbować, może sprawdzą się też u Was?

Jakich narzędzi Wy używacie? Wolicie papier czy aplikacje?

Reklamy

13 thoughts on “Podstawowe narzędzia do planowania – kalendarze, organizery, bullet journal

  1. Marta Bargiel pisze:

    Jestem papierowa, telefon się u mnie nie sprawdza, od razu mnie ponosi w Internet i zapominam po co go włączyłam.
    Mam jeden kalendarz, w którym planuję sobie dni w pracy (jakie zajęcia w jaki dzień po kolei), do tego mam arkusz w dokumentach Google z tabelką co z kim kiedy robiłam. Gdybym tylko jeszcze wyrobiła sobie nawyk codziennego zapisywania, byłoby idealnie. Wiem, że muszę to ogarnąć i od września pilnować się jak oka w głowie.
    Mam ten problem, że mam mnóstwo kartek podfruwajek, zapisuję wszystko wszędzie, najchętniej na odwrocie rachunków, starych notatek czy konspektów lekcji.
    A nadchodzą ku mnie dwa duże projekty zawodowe, jeden dwumiesięczny z koleżanką a drugi bardzo długofalowy samopas, powinnam się zabrać za organizowanie i to już tak na poważnie, ale boję się, bo i tak wiem, że wyjdzie z tego chaos. No i co tu począć… :)

    Lubię to

    • AG Words and Crafts pisze:

      Właśnie dlatego używam karteczek – przy zmianie planów po prostu przeklejam wydarzenie w inne okienko (; Wygodne, ładne i jeszcze można wymyślić schemat kolorystyczny dla różnych eventów. Wpisuję tylko te niezmienne daty: urodziny, święta, uroczystości. Też nie lubię mazania, a już nie daj boru kreślenia!

      Lubię to

  2. Kamila Urbanek pisze:

    Ja uwielbiam planować, podobnie jak Ty mam na ścianie spory kalendarz, a w torebce zawsze do tego planner. Fajne były teraz w Empiku, można kupić za bezcen, ja skusiłam się tym razem na przepiśnik :)

    Lubię to

  3. Ewelina Gawrońska pisze:

    Aga, świetny wpis. Bardzo zaciekawił mnie bullet journal, wcześniej o nim nie słyszałam. Póki co tonę w karteluszkach. Dzięki za inspirację :)

    Lubię to

  4. olborska pisze:

    Ja też zdecydowanie bardziej jestem analogowa niż cyfrowa – w przeciwieństwie do mojego męża programisty, który wszystko notuje w smartfonie na bieżąco i oczywiście ma do tego dostęp też z komputera. Mi jest jednak łatwiej wszystko ogarnąć bez scrollowania, powiększania itd.
    Zakładając własną firmę (pracuję z domu teraz) wydawało mi się że kalendarz nie będzie mi aż tak potrzebny, bo rzadko kiedy się z kimś spotykam… bardzo się pomyliłam. :) Teraz bez kalendarza bym zginęła! Mam ścienny, w którym zapisuję wpisy gościnne, święta, spotkania i jakieś specjalne wydarzenia. W książkowym (Kalendarz Kobiety – polecam!) zapisuję więcej szczegółów, mam też plan wpisów blogowych i wszystkie urodziny i imieniny. Do codziennego planowania zadań kupiłam podłużne listy „to do” w TK Maxxie – super są i faktycznie wiele ułatwiają :)
    A co do kolorowych karteczek przylepianych do kalendarza – są fajne, ale ciągle trafiam na jakieś felerne, które spadają, więc wolę nie ryzykować, że mi „zwieje” jakieś spotkanie czy wpis. ;)

    Lubię to

    • AG Words and Crafts pisze:

      O tak, bez kalendarza jak bez ręki, nogi i jednego oka! A takie podłużne listy zabieram ze sobą na zakupy – to jednak bardziej rozsądne niż miotać się po sklepie z nosem w notesie :D
      Moje karteczki samoprzylepne trzymają się bardzo dobrze, ale są z jakiejś papierniczej akcji tematycznej w Lidlu, więc nie wiem, gdzie można by takie dostać normalnie :/

      Lubię to

  5. Kejt pisze:

    Uwielbiam takie wpisy!

    No więc ja, jak większość, też mam trochę niechęć do komputera/telefonu w kwestii organizacji. Tylko papier! Aktualnie dysponuję kalendarzem z Empiku, format między A5, a A4, czyli jak na kalendarz dość sporawy (+ twarda okładka), jednak z racji, że zdarzają się naprawdę pracowite dni – muszę mieć przestrzeń do pisania :)
    Ponadto mam notes i tam trzymam listy, podobne do Twoich czyt.: do obejrzenia/do przeczytania itp. :)))
    Mam w planach planer.. masło maślane ;)) I zastanawiam się nad planerem wlaśnie od DYL bądź Happy Plannerem ;) Albo zaprojektuję i wykonam swój i po kłopocie ;))
    Pozdrawiam!!

    Polubione przez 1 osoba

  6. The Natural Minimalism pisze:

    Zawsze uważam, że najprostsze rzeczy są najlepsze. Lubię też mieć coś napisane, moją własną rączką niż oglądać to na ekranie telefonu/monitora. Niestety ostatnio nawarstwiło mi się sporo spraw i jednak zaczęłam wpisywać wszystko do kalendarza online, ale takiemu kalendarzowi zwykłemu jestem wierna nadal.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s