Ateista w kościele

Siedzę na ławce pod ścianą, w płaszczu. Jest zimno, w końcu marzec nawet się jeszcze nie zaczął. Marznie mi koniec nosa, chowam ręce w kieszeniach, szuram kozakami po posadzce. Wokół mnie starsi ludzie, rodziny z dziećmi. Będę tak siedzieć całe 60 minut. Z szacunku dla wyznania innych ludzi.

Pod koniec lutego uczestniczyłam w mszy świętej w kościele katolickim. Przeżycie, od którego ostatecznie odżegnałam się dobrą dekadę temu. Powód odżegnania się nie jest istotny. Powód obecności w kościele: chrzest w rodzinie. Ponieważ rodzicom zależało na udziale rodziny w mszy przed chrztem, czymś musiałam sobie ten czas wypełnić, skoro już nie przeżyciem duchowym… Dziesięć minut poświęciłam na kontemplację wystroju architektonicznego kościoła, przez kolejne dwie obserwowałam ludzi wokół mnie, zastanawiając się, ilu z nich faktycznie wierzy, a ilu przyszło, żeby ludzie we wsi nie gadali. W końcu zaczęłam zastanawiać się, jak właściwie powinnam się zachowywać, żeby nie przysporzyć tego wiejskiego gadania bliskim, a potem – jak w ogóle powinien zachowywać się ateista w kościele.

ateista

Przypuśćmy, ateisto, może agnostyku, że znalazłeś się w takiej sytuacji, jak ja: dostałeś zaproszenie na chrzest, ślub czy jakąkolwiek inną uroczystość związaną z religią. Może już w tę sobotę rodzina będzie nalegać, żebyś towarzyszył im w kościele z koszykiem jaj? Obrządek tak naprawdę nie ma znaczenia, ale dla ułatwienia pozostańmy przy katolickim. Załóżmy też optymistycznie, że przyjąłeś zaproszenie, nie odstawiając sceny świętego oburzenia i nie obrażając się, że rodzina nie szanuje Twoich poglądów. Zasiadłeś więc tak jak ja w kościelnej ławce, ponieważ Twojej rodzinie z takich czy innych względów zależy na Twojej obecności. Co dalej?

Konformizm, ale bez hipokryzji

Każda uroczystość o charakterze religijnym zawiera w sobie określone gesty, które wykonuje cała wspólnota. W określonych momentach wszyscy wstają, siadają, klękają, biją się w piersi, robią znak krzyża, pochylają głowy, modlą się, śpiewają. Niewierzący, biorący udział w ceremonii, musi więc zdecydować jakie gesty (i czy w ogóle) będzie wykonywał.

Tu należy rozgraniczyć zachowania „społeczne” (których ominięcie spowoduje, że będziemy „odstawali”) od tych, które służą złożeniu hołdu wyznawanemu bogu. Jest to kwestia dość indywidualna – niektórzy wolą stać przez całą mszę gdzieś na uboczu, pozbywając się problemu konieczności wstawania/siadania/klękania, inni nie widzą problemu w powtarzaniu prawie wszystkich ceremonialnych gestów. Chodzi o utrzymanie w równowadze szacunku dla swoich poglądów i dla wartości wyznawanych przez innych.

Mój kompromis: wstaję, kiedy inni wstają, siadam, kiedy siadają, pochylam głowę, kiedy trzeba. Nie klękam, nie żegnam się znakiem krzyża, nie udaję modlitwy i skruchy, nie śpiewam, nie daję na tacę. Wykonuję te gesty, które w moim odczuciu nie wyrażają wiary i czci wobec boga czy Kościoła, a jedynie szacunek dla sacrum ludzi wokół mnie. I w tym momencie nie ma dla mnie znaczenia, czy ich gesty są szczere czy na pokaz, bo dla zwykłej higieny sumienia przyjmuję, że są szczere.

Według zasad savoir-vivre w takiej sytuacji niedopuszczalne jest ostentacyjne okazywanie braku szacunku dla wiary i poglądów innych zgromadzonych. Według mnie nie oznacza to jedynie pogardy wymalowanej na twarzy i zniecierpliwionego przytupywania. Jeszcze półtora roku temu, na ślubie znajomych, próbowałam udawać i mamrotać ledwie pamiętane słowa modlitwy pod nosem, ale czułam się z tym bardzo źle. Wykonywanie gestów o charakterze sakralnym, kiedy nie wierzę w ich znaczenie, jest dla mnie hipokryzją i właśnie brakiem szacunku dla danej wiary. Nawet jeśli z zewnątrz takie zachowanie może sprawiać wrażenie, że jest odwrotnie.

Czy katolik zaproszony na uroczystość w meczecie rozłożyłby dywanik i bił pokłony, a w synagodze powtarzałby bezmyślnie modlitwę? Nie. Ale powinien zdjąć buty i nakryć głowę.

Po mszy podeszłam z rodziną do prezbiterium, żeby być świadkiem właściwej ceremonii chrztu. Te 60 minut nie było całkiem zmarnowanym czasem. No, może poza kazaniem, kiedy nie umiałam ani się wyłączyć, ani opanować zniecierpliwienia… Mimo wszystko okazało się, że skupienie służy nie tylko przeżyciu duchowemu, ale również poluzowaniu myśli. Pozwalając im błądzić, można chociażby wpaść na pomysł na wpis.

 


Zdjęcie w nagłówku wpisu pochodzi z [źródło]

Reklamy

3 thoughts on “Ateista w kościele

  1. BlackDeer pisze:

    Podoba mi się Twoje podejście do uczestniczenia w obrządkach przez osobę w to nie wierzącą. Wielu ludzi pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy, ilu ateistów, agnostyków, lub po prostu ludzi innej wiary idzie do katolickiego kościoła, tylko dlatego, żeby okazać innym (rodzinie, przyjaciołom) szacunek. Jakby nie patrzeć, szacunek to podstawa. Ale ponadto, jak sama wskazałaś, kościoły jako obiekty architektoniczne mega inspirują, na mnie szczególnie mocno działają te gotyckie :).

    Polubienie

  2. Sławomira Belica pisze:

    Będąc w kościele podczas mszy trzeba po pierwsze nie być hipokrytą, po drugie nie być chamem :)
    To, co nazywasz ,,zachowaniami społecznymi” to oznaki szacunku (tak samo uczniowie wstają, gdy wchodzi nauczyciel, a jakiś tam chłop nie usiadłby nigdy w obecności króla)
    Złożenie zaś hołdu (klęczenie) to oznaki poddaństwa. O ile okazanie komuś lub czemuś szacunku jest normalne, o tyle poddaństwo to poważniejsza sprawa. Z tego powodu ateista nie powinien beztrosko klękać.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s