Najgorszy czas na postanowienia

Początek roku to dla wielu ludzi czas wielkich postanowień, magiczna granica, po przekroczeniu której będziemy lepsi, bardziej zorganizowani, spełnimy swoje marzenia i osiągniemy wreszcie te cele przekładane z roku na rok. Jednak ten zapał często okazuje się słomiany, a entuzjazm roztapia się jak płatki lichego śniegu na chodniku.

Postanowienia noworoczne

Nigdy nie odczuwałam początku roku jako szczególnego momentu, motywującego do ulepszania i zmian w życiu. Aż do całkiem niedawna. Cały rok 2015 był dla mnie okresem zamykania życiowych etapów: nareszcie skończyłam studia, obroniłam magisterkę, w listopadzie zrezygnowałam z pracy na etacie w biurporacji. Po chwili beztroskiego odpoczynku, pod koniec grudnia stanęłam przed koniecznością decyzji, co ze sobą zrobić dalej.

postanowienia cała strona

Ta decyzja była przerażająca, ale i ekscytująca, a do planowania przystąpiłam z dużym entuzjazmem. Pierwszy raz zrobiłam listę postanowień i celów na nadchodzący rok, która w mniej lub bardziej szczegółowej wersji znajduje się w moim planerze, dzienniku, komórce… Jedną, starannie wypisaną, ozdobioną i oprawioną w antyramkę, mam nawet na biurku, żeby cały czas mnie motywowała.

Nie mogłam się doczekać realizacji punktów z listy! Jednak mimo tego całego entuzjazmu i ogromnego zapału, o jaki siebie nawet nie podejrzewałam, bardzo szybko nastąpił kryzys, niechcemiś i frustracja. Mało brakowało, a moje postanowienia noworoczne skończyłyby się porażką. Winię za to początek roku.

Luty – najgorszy miesiąc w roku

Wydawać się może, że to listopad jest najgorszym, najbardziej depresyjnym miesiącem, ale to nieprawda. Przez listopad idzie się jeszcze siłą rozpędu, napędzaną październikowym słońcem, a paskudna pogoda dopiero się zaczyna. Grudzień – wiadomo, święta, które zawsze dodają codzienności trochę radości i optymizmu. W styczniu dajemy się pochłonąć motywacji płynącej z noworocznych postanowień. Za to luty…

Luty jest poniedziałkiem wśród 12 miesięcy. W lutym ma się już za sobą 3 miesiące coraz krótszych i coraz bardziej szarych, pochmurnych, deszczowych dni, a w perspektywie nie wiadomo ile jeszcze podobnych… przedwiośnie tak lubi przecież się u nas zasiedzieć. To wszystko sprzyja zniechęceniu, rezygnacji, poczuciu beznadziei i permanentnego zmęczenia. W lutym nie ma za bardzo na co czekać i do czego dążyć. Luty trzeba przeczekać.

Przeczekiwanie zaś nie służy podejmowaniu działania. Człowiek raczej by się zwinął w kulkę pod kołdrą, jadł eklery i czytał niewymagające książki albo grał na komputerze, a nie trenował na siłowni, szukał wymarzonej pracy czy kompletował portfolio…

Your speed does not matter. Forward is forward.

Jak więc nie dać kiepskiemu samopoczuciu odebrać sobie motywacji do zmian?

Potrzebna jest duża determinacja do działania i może nawet jeszcze większa wyrozumiałość dla tej lutowej słabości. Szarpanie się ze sobą, kiedy wydaje mi się, że „powinnam”, a czuję, że nie mogę, bardziej zniechęca do działania i potęguje frustrację, niż działa na korzyść. Pozostaje więc tylko zaakceptować ten stan i działać na zmniejszonych obrotach, póki nie przeminie. A gdy już przeminie, znów wejść na wyższy bieg! Jeśli nie wrócimy do realizacji celów od razu, prawdopodobieństwo, że nie wrócimy już w ogóle, bardzo się zwiększa.

U mnie kryzys skończył się wraz z lutym, jak nożem uciął. Gdy tylko zaczął się marzec, dostałam znikąd zastrzyk energii i leciałam na niej przez prawie dwa tygodnie. Teraz lecę dalej siłą rozpędu, bo niestety każdy, nawet największy zapał może przegrać z szarością i pluchą kolejny dzień z rzędu… Na duchu nie podnosi nawet fakt, że dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, bo co to za wiosna bez słońca. Przy lutowym marazmie to jednak wciąż pikuś.


Czy tylko dla mnie początek roku ogólnie, a luty w szczególności jest czasem, przez który trzeba przebrnąć?

Reklamy

4 thoughts on “Najgorszy czas na postanowienia

  1. BlackDeer pisze:

    Luty to serio najbardziej depresyjny miesiąc (i ten ostatni był najdłuższy pod względem dni roboczych!), ale nawet mimo tego, kontynuuję moje rzeczy do zrobienia – zaczęłam wtedy blogowanie, wow! Odpowiada mi metoda „just get shit done”. A tak na poważnie: cieszę się że przesz do przodu, zwłaszcza że już teraz, za oknem tak świetna pogoda :).

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s